O autorze
Psycholog rozwojowy. W latach 1992 -2005 wykładowca w katedrze psychologii rozwoju a następnie psychologii wychowawczej na Wydziale Psychologii UW oraz SWPS.
Autorka oraz współautorka wielu programów w telewizjach zarówno publicznych jak i komercyjnych.
Zyskała popularność jako prowadząca w latach 2006–2008 program „Superniania” na antenie telewizji TVN.
Ekspert w sprawach wychowania. Doradca rodzinny. Współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi. Od lipca 2011 doradca Rzecznika Praw Dziecka.
Autorka bestselerowych poradników dla rodziców.

"Wszyscy chodzą sobie po wszystkim, a dzieci sikają sąsiadom prawie na głowę" – Dorota Zawadzka o wojnie parawanów

Taki widok na plażach w Polsce nie jest wyjątkiem.
Taki widok na plażach w Polsce nie jest wyjątkiem. 123rf.com
Powinno być “Dawno temu, w odległej galaktyce…”, ale niestety jest tu i teraz. Na naszych nadmorskich plażach rozgrywają się szeroko zakrojone działania zmierzające do aneksji jak największego terytorium.

Zaczyna się niekiedy już o 7 rano. Najpierw pojawia się On. Tata albo dziadek. Objuczony do granic sprzętem plażowym. Jest piłka i olbrzymia orka, zestaw łopatek jakiego nie powstydziłoby się średniej wielkości przedsiębiorstwo robót ziemnych i jest najważniejszy element wyposażenia polskiego opalacza plażowego. PARAWAN.

Warto obejrzeć. Nasz poranny pionier - zwiadowca rozgląda się wokoło szacując sprawnie przydatność dostępnego terytorium, odmierza krokami odległość od morza… w myślach projektuje ciągi komunikacyjne turystycznych pielgrzymek i zakłada kolonię. Niczym Chrobry na Odrze zaczyna wbijać paliki. Pełna profeska i zero przypadkowości. Jest specjalny młotek z gumową główką. Nie to co kiedyś, gdy kamieniem lub sandałem się waliło.

Potem do pierwszego parawanu dostawia kolejne w zależności od apetytów terytorialnych i siły mięśni (trzeba to jednak było przytargać). Jest dobrze. Już poletko ogrodzone. Spory kawałek plaży z bezpośrednim dostępem do morza zaanektowany.
Potem On patrzy w słońce i rozkłada leżaki. Dokładnie wie jak i gdzie. Za godzinę – gdy przyjdzie reszta rodziny - stać będą akurat w stronę słońca. Hardkorowcy zostawiają swoje "podbite terytoria" bez opieki - ale i tak nikt nie ma odwagi przejąc ziemi, znaczy piasku.


Potem na znak zajęcia terenu wbity zostanie parasol i rozłożony koc. Można przystąpić do rytualnego obejścia „grodu” obsypania piaskiem od zewnątrz żeby dołem nie wiało i spokojnie stać na straży czekając na resztę towarzyszy letniego wypoczynku. Takie grody rosną na plaży jeden obok drugiego. Tworzą niekiedy zwartą ścianę i doprawdy trudno przedostać się od lub do wody.

Są bowiem conajmniej dwie szkoły plażowiczów. "Brzegowcy" i „ Podwydmowcy”. Mniej więcej do 11tej dzieli ich osiedla spory pas "ziemi niczyjej" to jest w miarę pustego piasku. Wszystko zmienia się gdy pojawiają się ci, którzy zaspali. Potem plaża przypomina nieco plaster miodu z komórkami wyznaczonymi palikami parawanów.

Wszyscy chodzą sobie po wszystkim a dzieci sikają sąsiadom ( głównie Podwydmowcom) prawie na głowę. Ktoś robi komuś awanturę, bo „ Panie dojść do wody się nie da!"
Specjaliści bowiem tak ustawiają swoje parawany, że korzystają z kawałka sąsiedniego. To już wyższa szkoła jazdy. Można zająć więcej terenu….

Nieważne, że morza nie widać, nieważne, że zamiast ożywczej bryzy czuć zapach potu, piwa, papierosów zmieszany z wszelkiego rodzaju mazidłami do opalania lub przeciw niemu. Ważne, że słońce jest od strony lądu , więc jeśli już jest jakieś wyjście z własnej prywatnej plaży to na pewno nie w stronę morza. Po co? Tam dziwacy spacerują brzegiem i tylko przeszkadzają do tego „Popcorn, lody, kukkurydzaaaa!!!”. Co prawda poeci plażowi są w zaniku, ale jeszcze czasem słychać śmieszne teksty.

Są oczywiście miejscowości, gdzie parawaning pozostaje w formie szczątkowej. To te, gdzie do plaży potrzeba dojść około 2 km ( np. na mierzei wiślanej), wtedy wygląda to nieco jak za dawnych lat. Wystarczają ręczniki albo cieniutkie pareo, grajdołek – kto to jeszcze pamięta?...

Plaża wygląda pięknie, letnio, przestronnie, więcej na niej powietrza i po prostu plaży. Jakby powiedział nieodżałowany klasyk, mamy tu większą zawartość plaży w plaży. Widać wszystkie jej uroki, że o morzu nie wspomnę. A o to przecież chodzi. A może jednak nie?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...